Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 grudnia 2012

Marissa Meyer "Saga księżycowa. Cinder"


Tytuł: Saga księżycowa. Cinder - audiobook
Autor: Marissa Meyer
Wydawca: Egmont
Liczba stron: 360
Kategoria: science - fiction, literatura młodzieżowa
Ocena: 5/6


Do audiobooków podchodziłam ze sporą rezerwą. Bałam się, że nie będę się mogła skupić na fabule,nie przypadnie mi do gustu głos lektora, że jako wzrokowiec nie poradzę sobie z nimi. Mogłabym wyliczać bez końca. W końcu musiałam się przełamać. Brak rozwiniętej komunikacji miejskiej nie pozwalał mi już na czytanie w drodze, a audiobook wrzucony na telefon, zaczął się jawić jako całkiem ciekawa alternatywa. Sięgnęłam zatem po "Sagę księżycową" w interpretacji znanej polskiej aktorki Doroty Segdy.

Minęło ponad sto lat od IV Wojny Światowej, której głównym skutkiem było połączenie świata na sześć dużych krajów, władanych przez sześciu różnych władców. Jednym z nich jest Wspólnota Wschodnia z pałacem cesarskim w Nowym Pekinie. Nowy świat, oprócz ludzi, zamieszkują androidy oraz cyborgi, uważane za niższą klasę, szykanowane i potępiane na każdym kroku. Jednym z nich jest Cinder. Po śmierci swojego opiekuna trafia pod opiekę Adri, która jej nienawidzi i obwinia o śmierć ukochanego męża. Cinder, szykanowana przez macochę i przybrane siostry, zarobia na swoje utrzymanie, pracując jako mechanik. Pewnego dnia do jej stoiska na rynku przybywa książę Wspólnoty - Kaito, z prośbą o naprawę jego androida. Wszystko mogłoby się potoczyć jak w romansie, gdyby nie fakt, że Cinder jest cyborgiem, uważanym za człowieka drugiej kategorii, Światem wstrząsa tajemnicza choroba - błękitna gorączka, na którą nie ma lekarstwa, a cała Unia Ziemska stoi przed groźbą wojny z Lunarami - mieszkańcami księżyca, których królowa ma olbrzymie wymagania co do warunków traktatu pokojowego.

Na pierwszy rzut oka widać, że główna bohaterka ma wiele wspólnego ze znanym wszystkim Kopciuszkiem. Mogłoby się wydawać, że to jego kolejna wersja, lecz świat przyszłości pełen dziwnych machin, odrobiny magii oraz rozwiniętej techniki nie bardzo należy do utartego schematu. Jednak jako fanka wszelkich odmian książkowo - filmowych tej historii, z radością sięgnęłam po "Sagę księżycową", by poznać i tę wersję. Każda z czterech ksiąg powieści zaczyna się od cytatów z oryginału "Kopciuszka", wprowadzając czytelnika w klimat opowieści, która choć od początku dość schematyczna i przewidywalna, zaskakuje detalami i niesamowitym urokiem bohaterów.

Wyjątkowo do gustu przypadł mi android, pomagający Cinder w pracy o imieniu Iko. Jej żywotna osobowość, lekka naiwność i ogromna dawka entuzjazmu sprawiają, że łatwo jest zapomnieć, że to tylko machina. Ogromna dawka humoru, płynąca z dialogu głównej bohaterki z androidem sprawia, że powieść nabiera lekkości i świeżości.

- Myślisz, że to może być kwestia wirusa?
- Może zawiesiła się z powodu nieprawdopodobnego czaru księcia?
- Czy mogłybyśmy przestać mówić o księciu?
- Nie sądzę, by to było możliwe. W końcu pracujemy nad jego androidem. Pomyśl tylko o rzeczach, które ona wie, o rzeczach, które widziała, i... - Iko zawiesiła głos. - Myślisz, że widziała go nago?
- Och, na litość boską! - Cinder zdarła rękawiczki i rzuciła je na stół. - Nie pomagasz mi.

Nie jest to może książka wysokich lotów. Nie jest napisana przez wielkiego mistrza, ale debiutantkę, która znaną wszystkim bajkę przedstawiła w zupełnie innym świetle. I choć nie można zachwalać górnolotnej fabuły, precyzyjnie przedstawionych charakterów postaci, to przyciąga do siebie olbrzymią rzeszę fanów, do których przyłączam się i ja. Powieść jest humorystyczna, przyjemna, a pani Meyer ma niesamowitą lekkość pióra, która sprawia, że "Cinder" umiliła mi wolne chwile.

Przyznam, że strasznie się bałam kwestii lektorki. Dorota Segda, znana przeze mnie, głównie z roli psychicznie chorej matki z filmu "Tato", nigdy nie wzbudzała mojej sympatii. Uważam jednak, że wspaniale sobie poradziła, a dzięki jej czytaniu, postacie nabrały dodatkowego charakteru. Nie wiem, jak jest w przypadku innych audiobooków, ale aktorka zmieniała głosy innych postaci, co sprawiało, że łatwo było nadążyć za dialogami i fabułą powieści.

Podsumowując muszę przyznać, że moje pierwsze spotkanie z audiobookiem wypadło nad wyraz pomyślnie. Zarówno sama powieść, jak i lektorka uwiodły mnie i rozkochały w świecie Nowego Pekinu. Dlatego niezmiernie się ucieszyłam, dowiadując się, że "Saga księżycowa" będzie miała dalsze części. Po Kopciuszku przyjdzie pora na Czerwonego Kapturka (autorka wydaje go już w lutym 2013 roku), Roszpunkę oraz Królewnę Śnieżkę. W kolejnej części na pewno nie zabraknie Cinder i księcia Kaito, zatem dla wszystkich, których urzekła ta powieść, czeka nie lada gratka. Osobiście już nie mogę się doczekać.

wtorek, 23 października 2012

John Marsden "Jutro"

Tytuł: Jutro, kiedy zaczęła się wojna
Autor: John Marsden
Wydawca: Wydawnictwo Znak
Liczba stron: 272
Kategoria: Literatura młodzieżowa
Ocena:3+/6

 Od dość długiego czasu z każdej strony bombardowały mnie informacje o tym, jaka świetna jest ta powieść. Postanowiłam również po nią sięgnąć, zwłaszcza, że mam jakiś dziwny sentyment do literatury młodzieżowej i zazwyczaj miło mi się ją czyta. Dodatkowo fabuła zapowiadała się naprawdę ciekawie.

Grupa przyjaciół ze szkoły postanawia udać się na biwak. Planują zejść do Piekła - niedostępnego miejsca w górach, owianego licznymi legendami. Spędzają tam kilka dni, odpoczywając i bawiąc się. Po powrocie okazuje się, że ich domy są opustoszałe, zwierzęta martwe, zaś ludzie zniknęli. Nie działa elektryczność. Z biegiem czasu dowiadują się, że ich kraj został zaatakowany, mieszkańcy uwięzieni, a oni są jednymi z niewielu osób na wolności. Muszą stworzyć swoje zasady, by przeżyć w nowym świecie. Przede wszystkim zaś muszą szybko dorosnąć, by sprostać nowym realiom. 

Wiele oczekiwałam od tej powieści. Może dlatego ciężko mi coś o niej napisać. Z jednej strony podobała mi się, ale z drugiej spodziewałam się czegoś lepszego. Nie zniechęca mnie narracja pierwszoosobowa, zwłaszcza w tego typu książkach. Pozwala bowiem wczuć się w emocje bohaterów. Powieść napisana jest lekkim, potocznym językiem z wieloma młodzieżowymi odzywkami - wszak bohaterowie mają te kilkanaście lat, zatem jest to pozytywny zabieg. Działania bohaterów są infantylne i przewidywalne, ale po raz kolejny - może właśnie w tym jest urok tej powieści. John Marsden podjął się dość trudnego zadania wcielił się w rolę nastolatki - Ellie, która jest tutaj narratorem i mogę mu przyznać, że pod tym względem się obronił.

Nie zabrakło jednak wad. Przede wszystkim już od pierwszych stron byłam, jakby oderwana od rzeczywistości. Raczej nie czytam biografii autora przed sięgnięciem po jego dzieło i w tym miałam spory problem. Nazwy lokacji nic mi nie mówiły. Dopiero po kilku informacjach o kangurach oraz zajrzeniu do noty biograficznej byłam w stanie określić, gdzie rzecz się dzieje. Kolejnym negatywem jest brak informacji o agresorach. Jakoś nie wydaje mi się wiarygodne, żeby nikt z ośmiu osób nie oglądał wiadomości, nie interesował się, tym co się dzieje w świecie, ani nie potrafił choć w przybliżonych stopniu rozpoznać języka wrogich oddziałów. I nikt nie zapytał o to napotkanych ludzi? Mało prawdopodobne...

"Jutro" wydaje się być powieścią całkowicie oderwaną od rzeczywistości, choć silącą się na pewien stopień realizmu. Coś, co mnie zdziwiło to "wygadanie" głównej bohaterki. Już na pierwszych stronach dowiadujemy się, że jest to spisanie przygody ich wszystkich, całej grupy, nie zaś intymny dziennik jednej z nich. Raziły zatem opisy jej snów o erotycznym zabarwieniu czy relacje z "miziania się". Ellie z jednej strony chce zataić niektóre swoje przemyślenia, odkrycia, a z drugiej radośnie opisuje je na stronach ich relacji... 

Może po prostu się czepiam, bo wbrew wszystkiemu powieść czytało mi się całkiem nieźle. Pomysł osadzenia nastolatków w trudnych realiach i to bez mieszania do tego sił paranormalnych jest miłą odmianą. Zapewne sięgnę też po kolejne części "Jutra". Choć nie ukrywam, że raczej ze względu na ciekawość, co się dalej wydarzy niż z powodu oczarowania powieścią. Zobaczymy czy kolejne części uratują pierwszą ocenę, czy jeszcze bardziej jej zaszkodzą...


sobota, 20 października 2012

Carlos Ruiz Zafón "Książę mgły"


Tytuł: Książę mgły
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Wydawca: MUZA SA
Liczba stron: 197
Kategoria: Literatura młodzieżowa
Ocena: 4/6

Wszyscy wokół zachwalają Zafóna i jego powieści. Postanowiłam również po nie sięgnąć, a mój pierwszy wybór padł na jego debiut powieściowy. Zwłaszcza, że urzekł mnie tytuł.

Powieść opowiada o nastoletnim Maxie Carverze, który uciekając przed wojną, przeprowadza się z rodzicami oraz dwiema siostrami do domku przy plaży w małej osadzie rybackiej. Chłopiec szybko zaprzyjaźnia się z Rolandem – wnukiem miejscowego latarnika. Małomiasteczkową sielankę zakłócają dziwne wydarzenia, nękające rodzinę Carverów. Koszmarne sny, poruszające się posągi naprowadzają młodych na trop Księcia Mgły – czarownika, który potrafi spełniać życzenia, jednak cena jaką należy zapłacić za przysługę jest bardzo wysoka. 

Przyznam szczerze, że się zawiodłam. Bardzo lubię lekkie powieści młodzieżowe, bo szybko się je czyta i potrafią przyjemnie odstresować. W tym wypadku również mogłoby tak być. Mogłoby – bo sam pomysł na Księcia Mgły był naprawdę świetny. Gorzej jednak z wykonaniem. Fabuła zdaje się bardzo uproszczona – spokojnie można by ją bardziej rozwinąć, żeby zbudować odpowiedni klimat. Są fragmenty, które czytało mi się z przyjemnością – zwłaszcza te, w których pisarz uciekł się do wprowadzenia elementów grozy. Zostały one bowiem napisane z dużym wyczuciem. Nie wszystkie jednak… Scena, w której Max jest na cmentarzu i widzi skradający się cień zaczęła się bardzo dobrze. Niestety w momencie, gdy wspomniana skradająca się postać uśmiechnęła się „psim uśmiechem” jakoś cały element grozy odpłynął w siną dal, a mnie pozostał niesmak…

Powieść „Książę mgły” mogłaby zasługiwać na poprawną czwórkę. Jest to debiut, powieść dla młodzieży, w dodatku historia jest dość przyjemna. Jednak po jej przeczytaniu mam pewien niesmak: czegoś jej zabrakło.

Nie mówię jednak, że to koniec moich spotkań z Zafónem. Zwłaszcza, że nie można odrzucać pisarza po jego debiucie. Dlatego w kolejce czekają Cień wiatru oraz Gra anioła, a ja mam nadzieję, że w końcu uda mi się odkryć ten sławny styl pisarza i dołączę do grona jego fanów. Cóż… Poczytamy, zobaczymy. 

---
Powieść „Książę mgły” przeczytałam w ramach wyzwania „Trójka e-pik” na październik, jako książka pisarza pochodzącego z krajów basenu Morza Śródziemnego. Więcej informacji na ten temat oraz link do bloga Sardegny znajduje się w zakładce „Wyzwania”.