Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/6. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 stycznia 2013

Becca Fitzpatrick "Szeptem"

Tytuł: Szeptem
Autor: Becca Fitzpatrick
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte
Liczba stron: 328
Kategoria: paranormal romance
Ocena: 4/6 
Wysokość: 2,05 cm
Chyba każdy posiada listę książek, które praktycznie wszyscy, poza nim, znają. Na mojej prywatnej liście znalazła się seria "Szeptem". Okładka jednak kusiła mnie bardzo długi czas i mimo strasznie sprzecznych recenzji, postanowiłam jej ulec.

"Szeptem" to opowieść o szesnastoletniej Norze Grey (to nazwisko dziwnie mi się kojarzy ;)). Dziewczyna próbuje ułożyć sobie życie po śmierci ojca, który zginął zastrzelony w niewyjaśnionych okolicznościach. Prowadzi spokojne życie do czasu (O, ironio!) lekcji biologii, dotyczącej rozmnażania. Jej nauczyciel postanawia poprzesadzać uczniów i Nora trafia na przystojnego Patcha. Mimo, że nie zna nawet jego nazwiska, okazuje się, że on wie o niej zaskakująco wiele. Cała sytuacja z nim wywołuje w niej irytację i nie chce się przed sobą przyznać, że czuje do Patcha dziwne przyciąganie. Od momentu poznania chłopaka jej życie staje się biegiem niewyjaśnionych przypadków, prześladowań i dziwnych snów. Nora wie, że kluczem do wyjaśnienia wszystkiego jest Patch. Nie zdaje sobie sprawy jednak, jak wielką tajemnicę skrywa.

Czytając "Szeptem" nie sposób nie porównywać tej książki do innej sagi z jabłkiem na okładce. Główni bohaterowie nawet poznają się na tej samej lekcji. Nie będę jednak ukrywać, że tak jak swego czasu zafascynował mnie "Zmierzch" tak i ta seria ma w sobie coś wyjątkowego. Owszem, można ją uznać za dość wtórną, za płytką czy nijaką. Jednak paranormale mają w sobie coś, co nie pozwala ich odłożyć na półkę. Te historie wciągają, pochłaniają czytelnika, który pragnie odkryć ten nienaturalny świat.

W moim przypadku tak było z "Szeptem". Pochłonęłam tę książkę w jeden wieczór. Nora, w przeciwieństwie do Belli jest dużo bardziej "ogarnięta". Jej świat nie wiruje wokół nowo poznanego Patcha. Nie biegnie jak szalona w jego ramiona. Chodzi na zakupy, do kina, prowadzi z przyjaciółką szkolny e-zin, zagląda do biblioteki, a nawet umawia się z innym chłopakiem. Chyba ta naturalność sprawia, że w jej historię łatwiej jest uwierzyć.

Patch... Poza tragicznym imieniem, które nieustannie kojarzyło mi się z pewnym zdjęciem kota (dla niedoinformowanych: "Co ja paczę?") lub paczką aktualizującą grę, jest w pewnym sensie pociągający. Nie targają nim skrajne emocje, nie miota się jak antyczny bohater tragedii. Choć autorka nie odkrywa od razu wszystkich kart, widać, że dąży prosto do wyznaczonego przez siebie celu.

Tajemnicze wydarzenia, zakrawające o thriller oraz kwitnący romans bohaterów, sprawiają, że "Szeptem" czyta się bardzo przyjemnie. Oczywiście, nie jest to powieść najwyższych lotów (bo właściwie, który paranormal jest?), ale miła lektura na odprężenie, która wciąga i fascynuje. Ze względu na poziom zaczytania i miłą historię, wbrew obiegowej opinii, zasługuje u mnie na całkiem wysoką notę. Z miłą chęcią sięgnę po dalsze dzieje Nory i Patcha.

wtorek, 8 stycznia 2013

Bua Boonmee "Miss Bangkok. Wyznania tajskiej prostytutki"

Tytuł: Miss Bangkok. Wyznania tajskiej prostytutki"
Autor: Bua Boonmee

Wydawca: Videograf II
Liczba stron: 172
Kategoria: Biografia, literatura faktu
Ocena: 4/6 
Wysokość: 1 cm


Coś w tym jest, że lubimy czytać książki, w których opisane są ciężkie losy innych ludzi. Bierze się to po części z egoistycznego nastawienia naszego społeczeństwa, że "ze mną nie jest tak źle, inni mają dużo gorzej". Ja osobiście lubię czytać o kobietach, w trudnych życiowych sytuacjach, bo te powieści udowadniają niesamowitą siłę psychiczną, drzemiącą w tej słabej płci. 

"Miss Bangkok. Wyznania tajskiej prostytutki" to opowieść o kobiecie, której trudna sytuacja życiowa, zmusiła ją, by podjęła się pracy w dzielnicy czerwonych latarni w stolicy Tajlandii. Kraj ten od lat słynie z prostytucji i porno biznesu. Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę z tego, co popycha dziewczyny do tego rodzaju pracy. Bua Boonmee wyjaśnia to w swojej biografii, przytaczając przy okazji swojej historii, opowieści innych kobiet, które poznała w nocnych klubach. 


Bua Boonmee to nie jest prawdziwe imię i nazwisko, lecz pseudonim, który ma na celu ochronę prywatności. Bua to lotos, który rozkwita na bagnach, natomiast Boonmee można przetłumaczyć, jako "szczęśliwy los, mająca szczęście". Jest to olbrzymi kontrast do prawdziwego życia autorki, które zmuszona jest prowadzić.


Historia jej życia jest poruszająca: rozstanie rodziców, później ciężka praca w fabryce i brak szczęścia do mężczyzn, którzy nadużywali alkoholu i często bili ją bez uzasadnionych powodów. W końcu dzieci na utrzymaniu i brak środków do życia popychają ją do ostateczności - pracy jako prostytutka w jednym z klubów go-go, w tajlandzkiej dzielnicy czerwonych latarni.


"Niezależnie od tego, jak bardzo nienawidzę tego, co robię, nie mogę sobie wyobrazić pracy gdziekolwiek indziej niż w Patpong. Poza nim dla takich słabo wykształconych dziewcząt jak ja istnieje tylko marnie płatna praca.  To miejsce może być niebem albo piekłem, w zależności od tego, po której stronie jesteś. Farangowie, którzy odwiedzają tę dzielnicę czerwonych latarni, twierdzą, że jest to utopijny, równoległy wszechświat. Natomiast prostytutki, które tu pracują, widzą to jako ich osobiste piekło. Rozpacz, zdrady, sekrety i obelgi możemy spotkać na każdym kroku. Nikomu tu nie można ufać - czy jesteś prostytutką, czy farangiem".

Nie jestem w stanie ocenić tego typu książki. Powiedzenie, że czytałam lepsze czy bardziej emocjonalne, nawet jeśli taka jest prawda, nie jest na miejscu. Bo jak można oceniać czyjeś życie? "Miss Bangkok" uderza, przybliża ciężki świat prostytucji i stanowi przestrogę dla wszystkich, którzy uważają, że jest to szybki i łatwy sposób na dobry zarobek. Bo może i szybki jest, ale czy łatwy?

-----
Książka przeczytana w ramach wyzwania "Trójka e-pik" - książka, której wątek jest oparty na autentycznych zdarzeniach


środa, 19 grudnia 2012

antologia "O, choinka! Czyli jak przetrwać święta"

Tytuł: O, choinka! Czyli jak przetrwać święta 
Autor: Ewa Bauer, Karolina Dyja, Witold Klapper, Anna Klejzerowicz, Monika Knapczyk, Antonina Kostrzewa, Rafał Kuleta, Krzysztof Maciejewski, Magdalena Mikoś, Magdalena Witkiewicz, Katarzyna T. Nowak, Anna Pasikowska, Kornelia Romanowska, Anna Rybkowska, Michał Stonawski, Marek Ścieszek, Agnieszka Turzyniecka, Karolina Wilczyńska
Wydawca: SelfPublishing
Liczba stron: 201
Kategoria: opowiadania
Ocena: 4/6

Czytanie antologii tematycznych chyba wchodzi mi w krew. Brak śniegu za oknem oraz zbliżające się święta, sprawiły, że sięgnęłam po ten, wydany rok temu, tom, żeby choć troszkę poczuć świąteczny nastrój. Zresztą, jak wspominałam przy antologii "31.10 Wioska Przeklętych" podobają mi się takie odautorskie inicjatywy i spodziewałam się naprawdę dobrej lektury.

Książka składa się z 22 opowiadań, stworzonych w sumie przez 18 autorów. Jak łatwo się domyślić opowiadania te traktują o świętach. Przedstawiają ten wyjątkowy czas na różne sposoby: są opowiadania wzruszające, zabawne, a nawet z dreszczykiem. Wielu autorów znam z edycji halloweenowej i niestety pisząc tę recenzję nie mogę zapobiec pewnym porównaniom.

Przyznam szczerze, że jestem odrobinę zawiedziona, bo "Wioska przeklętych" trzymała jeden, bardzo wysoki poziom. Ta antologia natomiast jest bardzo nierówna i obok perełek znalazły się przeciętne, a nawet słabe opowiadania. Miałam wrażenie, że część z nich była pisana na szybko, na kolanie. Brakowało odpowiedniego rozwinięcia, sprawiały wrażenie niedopracowanych.

Postanowiłam wyróżnić kilka opowiadań, które naprawdę utkwiły mi w pamięci. Kolejność odnosi się do ich kolejności w antologii:

"Cud narodzin" Ewy Bauer
- historia młodego małżeństwa, które ze względu na obowiązki zawodowe jest zmuszona spędzić wigilię oddzielnie: mąż w pracy, a ciężarna żona u koleżanki. Jednak Los zgotuje im inną niespodziankę. Opowiadanie jest dopracowane i jako pierwsza wyróżnia się, pozostając w pamięci.

"Najcenniejszy prezent" Michała Stonawskiego
- opowieść o Mikołaju na zlecenie, który jedzie do biednej rodziny z prezentami sponsorowanymi przez miasto. Jedyne opowiadanie z dreszczykiem, zaskakujące i niecodzienne. Autor po raz kolejny zasłużył na moje wyróżnienie.

"Gwiezdne życzenie" Kornelii Romanowskiej
- historia o dziewczynce, która osierocona mieszka w domu dziecka. Choć historia jest przewidywalna idealnie wpisuje się w świąteczny klimat, a dobry styl i emocjonalność całej historii, wywołuje wzruszenie.

"Opowieść wigilijna, czyli święta nie istnieją" Antoniny
Kostrzewy - opowieść o dziewczynce, która orientuje się, że nie ma świąt i nikt nigdy o nich nie słyszał. Historia kojarzy mi się ze świątecznymi filmami, pozwala na zastanowienie się, co lubimy w świętach i przekonuje, że nie jest to stracony czas.

"Niebieskie oczy" Moniki Knapczyk
- opowiadanie o młodej dziewczynie, która postanawia spędzić święta samotnie, gdy nagle z kuchni kawalerki dobiegają dźwięki, świadczące o obecności jeszcze kogoś. Klasyczna historia oparta na opowieści wigilijnej. Mój numer jeden z całej antologii. Tutaj mogę być stronnicza, gdyż uwielbiam magię opowieści wigilijnej, choć z drugiej strony kto jej nie lubi? 

Kilka innych opowiadań, jak "Polowanie" czy "Elfy są na świecie" zatrzymują czytelnika na dłużej, by miał okazję pomyśleć. Nie chcę pisać za dużo, więc wspomnę, że pierwsze z nich idealnie oddaje święta oczami dziecka, a drugie pozwala przypomnieć sobie, co w Bożym Narodzeniu jest najważniejsze. 

Nie podobało mi się natomiast opowiadanie o długim tytule: "Iglaste tęcze we mgle z kwiecistych płatków śniegu". Być może znajdą się jego zwolennicy, dla mnie jednak było zbyt surrealistyczne i kompletnie niezrozumiałe, choć napisane dobrze.

Na szczególną uwagę zasługują ilustracje, które zdobią antologię. Są humorystyczne, adekwatne do treści opowiadań, które je okalają. Brawa dla ich autora. 

Książka "O, choinka! Czyli jak przetrwać święta" otrzymuje ode mnie czwórkę. Swoją główną funkcję spełniła, gdyż wprowadziła mnie w świąteczny nastrój i przygotowała na wyjątkowy czas, który zbliża się do nas wielkimi krokami. W dodatku jest lekką, mało wymagającą lekturą, po którą miło się sięga. Niestety spodziewałam się czegoś zdecydowanie lepszego i lekki zawód pozostał. Żeby zakończyć jednak pozytywną nutą, jeszcze raz pragnę pogratulować autorom wyróżnionych opowiadań, gdyż te czytałam z olbrzymią przyjemnością i tylko dzięki nim, w ogólnym rozrachunku, książka otrzymuje tak dobrą ocenę. 


***
Antologia przeczytana w tamach wyzwania Trójka e-pik: "książka z motywem Świąt Bożego Narodzenia"

środa, 12 grudnia 2012

Lew Tołstoj "Anna Karenina"


Tytuł: Anna Karenina
Autor: Lew Tołstoj
Wydawca: Oxford Educational
Liczba stron: I tom - 477, II tom - 442
Kategoria: klasyka, powieść obyczajowa
Ocena: 4/6

Już od dawna chciałam przeczytać tę książkę. Powód jest prosty - uważam, że klasyka jest warta poznania, by móc wyrobić sobie odpowiednie zdanie o pozostałej części literatury. Zresztą filmy i inne książki, uwielbiają odniesienia do starych, dobrych lektur. 

"Anna Karenina" to powieść, która opowiada o losach trzech rosyjskich rodzin z wyższej klasy. Tytułowej Anny Kareniny, która w odwiedzinach u brata pojawia się na salonach, zachwycając wszystkich wokół swoją radością życia i urodą. Poznaje przystojnego wojskowego - Aleksego Wrońskiego, który zauroczony jej wdziękami chce zbliżyć się do Anny. Kobieta jest niestety w związku z dużo starszym mężczyzną, z którym ma swojego jedynego syna. Zdaje sobie sprawę, że gdy ulegnie awansom Wrońskiego straci swoją pozycję oraz dobre imię.

Drugi wątek opowiada o hulaszczym życiu brata Anny - Stiepana Obłońskiego. Mężczyzna nie stroni od uciech miejskiego życia - gry w karty, inne kobiety... Jego żona Dolly nie ma siły dłużej tego znosić, jednak wiele jest w stanie znieść dla swoich dzieci.

Ostatni wątek opowiada o Lewinie, właścicielu ziemskim, zakochanym w Kitty - siostrze Dolly. W tym wątku autor zawarł swój manifest - potępienie dla stosunków feudalnych czy potrzeba zmian w prowadzeniu gospodarstw wiejskich. Lewin pisze książkę o tej tematyce, poszukuje również naukowych dowodów, które pozwolą mu wierzyć w Boga.

Losy wszystkich bohaterów nieustannie się splatają poprzez rodzinne koniugacje. Choć wymieniłam ich tylko kilkoro, przez całą powieść przewija się mnóstwo bohaterów o odmiennych charakterach. Chylę czoła przed autorem, ponieważ każda z napotkanych osób jest wyjątkowa i postępuje na swój, zgodny z charakterem, sposób. Nie muszę chyba dodawać, że tak doskonała znajomość psychiki ludzkiej, ożywia bohaterów "Anny Kareniny" i możemy mieć wrażenie, że są to osoby współczesne autorowi, które postanowił utrwalić na kartach powieści.

Wiele osób twierdzi, że jest to romans. Owszem, tytułowa bohaterka jest uwikłana w "miłosny trójkąt", ale określenie w ten sposób powieści, zdecydowanie by jej uwłaczało. Wątki rodzinne i miłosne przeplatają się niestannie z wątkami politycznymi i społecznymi, co sprawia, że powieść jest doskonałą charakterystyką rosyjskiej arystokracji XIX wieku. Doskonale obrazuje, jak ważne w tamtych czasach były opinie innych i jak wielkie znaczenie miało "bywanie" w towarzystwie. Praca stanowiła tylko tło, zaś życie rodzin książęcych i hrabiowskich toczyło się wokół bali, obiadów, spotkań w klubach, wyścigów konnych czy polowań. Wszystko to spycha wątek romansu na dalszy plan.

Muszę przyznać, że "Anna Karenina", zwłaszcza wątek Lewina (oparty ponoć na życiu Lwa Tołstoja) mocno mnie zmęczyła. Rozmyślania nad religią czy opis XIX wiecznej wsi sprawiały, że kilka razy miałam ochotę powieść zostawić i więcej do niej nie wracać. Sprawiło to, że czas czytania powieści niewyobrażalnie się wydłużył. Jednak później znów wracałam do wątku Anny, Karenina i Wrońskiego, i wręcz nie mogłam się doczekać, by odkrywać dalej ich perypetie.

Anna to bohaterka, którą można lubić i niecierpieć jednocześnie. Ciężko jednak zdecydować się na jedno uczucie. Jej zachowanie w dużym stopniu tłumaczy sytuacja, w jakiej się znalazła. Niezależnie jednak od tego, jakie uczucia w nas wywołuje, jest to postać, która niezmiernie daje do myślenia. Pokazuje, jak wiele potrafi poświęcić kobieta w imię miłości oraz jak zgubne może to dla niej być. Zadziwiające, że tak pięknie zarysowaną psychikę kobiecą, znajdujemy w powieści autorstwa mężczyzny. Zdecydowanie wyróżnia się na tle innych bohaterek literackich, ze względu na wspomniane przeze mnie niejednokrotnie, idealne studium charakteru. Jest to postać, którą należy znać.

Sama powieść, choć mistrzowsko napisana, nie zrobiła na mnie wrażenia. Nie mogę jednak powiedzieć, że w jakimkolwiek stopniu jest zła. Jest doskonała i stanowi prawdziwą perłę literatury. Moim problemem było przede wszystkim małe zainteresowanie fedalizmem chłopskim i polityką Rosji w XIX wieku, które jakby nie było, stanowiły ogromny trzon książki. Opisy wyborów politycznych czy sprawy chłopskiej ciągnęły się przez wiele rozdziałów, sprawiając że niejednokrotnie usnęłam podczas czytania. Nie żałuję jednak, że przeczytałam tę powieść. "Anna Karenina" to klasyka w najlepszym gatunku i bez wątpliwości zasłużyła na to, by znaleźć się na wszelkiego rodzaju listach powieści, które powinno się przeczytać przed śmiercią.

***
Powieść przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik: "książka, która była Twoim planem na rok 2012"

sobota, 20 października 2012

Meg Cabot "Włoskie szaleństwo"

Tytuł: Włoskie szaleństwo
Autor: Meg Cabot
Wydawca: Wydawnictwo Amber
Liczba stron: 221
Kategoria: Literatura kobieca
Ocena: 4/6

Pamiętam, że jak byłam młodsza uwielbiałam powieści Meg Cabot. Zawsze lekkie, łatwe i przyjemne, wręcz idealne na długie jesienno-zimowe wieczory. Dlaczego więc do niej nie wrócić? tym razem postanowiłam jednak sięgnąć po Meg Cabot w dorosłym wydaniu, czyli nie książkę dla nastolatek, a pisaną z myślą o starszej grupie docelowej.

Mimo, że powieść opowiada o zakochanych: Marku i Holly jest pisana z perspektywy osoby trzeciej - Jane. Młodzi bowiem postanawiają wbrew swoim rodzicom i religijnym barierom pobrać się. W tym celu uciekają do Włoch. Jane ma zostać ich druhną, a w prezencie ślubnym postanawia im podarować dziennik z ich szalonej wyprawy. Jako fanka romantycznej miłości nie może ścierpieć druha Marka - Cala, który nie wierzy w instytucję małżeństwa, a za punkt honoru postawił sobie uświadomienie przyjacielowi, że ślub to nie jest dobry pomysł.

"Włoskie szaleństwo" jest napisane w formie dziennika, przeplatanego mailami, które wysyła do siebie zarówno czwórka przyjaciół, jak i ich rodzina. Niektórych taka odmiana może odstraszyć, ale wbrew pozorom czyta się to w bardzo przyjazny sposób, a wiadomości otrzymywane przez bohaterów pozwalają na poznanie ich bliskich. Osobiście bawiłam się przednie, jak w każdym kolejnym mailu od matki Jane, była ona informowana o coraz bardziej śmiesznych wypadkach swojego taty. :)

Z góry jednak pragnę uprzedzić, zwłaszcza jeśli ktoś nie zna twórczości autorki, powieść ta nie zawiera żadnych wygórowanych form. I nie warto na nią patrzeć inaczej niż na takie sobie czytadło idealne do odstresowania się. Ot, zabawna historyjka, w dodatku od pierwszych stron wybitnie przewidywalna. Jednak ma swój niewątpliwy urok. Jest humorystyczna i zabawna. Troszkę drażni fakt, że główna bohaterka - Jane, często pisze swój dziennik, jakby miała kilkanaście lat, nie zaś podane w tekście 30. W gruncie rzeczy w niektórych swoich zachowaniach, a przede wszystkim swoim stylem przypomina Mię - tytułową bohaterkę "Pamiętnika księżniczki".

Jak dla mnie był to miły powrót do czasów dzieciństwa, gdy z wypiekami na twarzy, pochłaniałam kolejne czytadło dla nastolatek. I naprawdę nie żałuję tych kilku godzin leniwego sobotniego wieczoru, które spędziłam z "Włoskim szaleństwem". Nie sądzę jednak, żeby ta powieść utkwiła komukolwiek na dłużej w pamięci. Ot, powiastka na odstresowanie, którą miło się czyta, ale zapomina wraz z przeczytaniem ostatniego zdania.

---
"Włoskie szaleństwo" przeczytałam jako trzecią pozycję październikowej "Trójki e-pik" - wyzwania organizowanego przez Sardegnę. 

Carlos Ruiz Zafón "Książę mgły"


Tytuł: Książę mgły
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Wydawca: MUZA SA
Liczba stron: 197
Kategoria: Literatura młodzieżowa
Ocena: 4/6

Wszyscy wokół zachwalają Zafóna i jego powieści. Postanowiłam również po nie sięgnąć, a mój pierwszy wybór padł na jego debiut powieściowy. Zwłaszcza, że urzekł mnie tytuł.

Powieść opowiada o nastoletnim Maxie Carverze, który uciekając przed wojną, przeprowadza się z rodzicami oraz dwiema siostrami do domku przy plaży w małej osadzie rybackiej. Chłopiec szybko zaprzyjaźnia się z Rolandem – wnukiem miejscowego latarnika. Małomiasteczkową sielankę zakłócają dziwne wydarzenia, nękające rodzinę Carverów. Koszmarne sny, poruszające się posągi naprowadzają młodych na trop Księcia Mgły – czarownika, który potrafi spełniać życzenia, jednak cena jaką należy zapłacić za przysługę jest bardzo wysoka. 

Przyznam szczerze, że się zawiodłam. Bardzo lubię lekkie powieści młodzieżowe, bo szybko się je czyta i potrafią przyjemnie odstresować. W tym wypadku również mogłoby tak być. Mogłoby – bo sam pomysł na Księcia Mgły był naprawdę świetny. Gorzej jednak z wykonaniem. Fabuła zdaje się bardzo uproszczona – spokojnie można by ją bardziej rozwinąć, żeby zbudować odpowiedni klimat. Są fragmenty, które czytało mi się z przyjemnością – zwłaszcza te, w których pisarz uciekł się do wprowadzenia elementów grozy. Zostały one bowiem napisane z dużym wyczuciem. Nie wszystkie jednak… Scena, w której Max jest na cmentarzu i widzi skradający się cień zaczęła się bardzo dobrze. Niestety w momencie, gdy wspomniana skradająca się postać uśmiechnęła się „psim uśmiechem” jakoś cały element grozy odpłynął w siną dal, a mnie pozostał niesmak…

Powieść „Książę mgły” mogłaby zasługiwać na poprawną czwórkę. Jest to debiut, powieść dla młodzieży, w dodatku historia jest dość przyjemna. Jednak po jej przeczytaniu mam pewien niesmak: czegoś jej zabrakło.

Nie mówię jednak, że to koniec moich spotkań z Zafónem. Zwłaszcza, że nie można odrzucać pisarza po jego debiucie. Dlatego w kolejce czekają Cień wiatru oraz Gra anioła, a ja mam nadzieję, że w końcu uda mi się odkryć ten sławny styl pisarza i dołączę do grona jego fanów. Cóż… Poczytamy, zobaczymy. 

---
Powieść „Książę mgły” przeczytałam w ramach wyzwania „Trójka e-pik” na październik, jako książka pisarza pochodzącego z krajów basenu Morza Śródziemnego. Więcej informacji na ten temat oraz link do bloga Sardegny znajduje się w zakładce „Wyzwania”.