Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paranormal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paranormal. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 stycznia 2013

Pola Pane "Arisjański fiolet. Cisza"

Tytuł: Arisjański fiolet. Cisza
Autor: Pola Pane
Wydawca: WFW
Liczba stron: 408
Kategoria: paranormal romance
Ocena: 6/6 
Wysokość: 2,55 cm

Siedzę nad pustym ekranem i zastanawiam się, co napisać. Po głowie plącze mi się co chwilę „O… mój… Boże” na zmianę z pytaniem „Kiedy drugi tom?”. Nie spodziewałam się, że książka wywoła tyle emocji. Jednak zacznijmy od początku...

 „Cisza” to pierwsza część cyklu „Arisjański fiolet”. Emily Walker, główną bohaterkę i narratorkę, poznajemy w momencie, gdy podejmuje ona decyzję o opuszczeniu schronu, w którym, razem z matką, spędziła większość swojego życia. Okazuje się, że na ziemię spadła kometa, niszcząc atmosferę, a wraz z nią wszystko, co znamy. Naukowcom udało się jednak przed katastrofą wysłać w przestrzeń kosmiczną sygnał S.O.S. Został od odebrany przez Arisjan – podobnych do ludzi obcych, charakteryzujących się pomarańczowym odcieniem skóry i fioletowymi oczami. Przyjeżdżają oni z misją ratunkową na ziemię, starając się odtworzyć faunę i florę oraz pomóc ludziom w odbudowie cywilizacji. Właśnie na takiego osobnika wpada Emily po opuszczeniu swojej kryjówki. Gdy chłopak wyjmuje broń,  próbuje się ratować ucieczką. Ostatnie, co pamięta to świst powietrza koła ucha i powolne zatapianie się w ciemność.

Młodzi polscy pisarze ostatnio często mi udowadniają, że z rodzimą literaturą wcale nie jest tak źle, jak się wielu osobom wydaje. Do tego grona właśnie dołączyła debiutująca Pola Pane. O swoim pisaniu mówi na oficjalnej stronie wprost:
„Dlaczego literatura europejska nie może być po prostu dla ludzi? Dlaczego musi być  za wszelką cenę ambitna? Ale nie tylko literatura. Tak jest z każdą dziedziną. Weźmy chociażby film. Ile filmów Almodovara jesteście w stanie obejrzeć, zanim wpadniecie w depresję? W kinie, telewizji, literaturze podstawą jest dobra zabawa, przyjemne spędzenie czasu. Po kilku godzinach szkoły, czy pracy, człowiek ma ochotę się rozerwać. Stąd pomysł napisania powieści ze szczególnym uwzględnieniem potrzeb współczesnych czytelników. Powieści nie dla krytyków, recenzentów, czy wydawców, ale dla czytelników właśnie.
Nie wiem, czy mi się udało.”
Droga autorko! Udało się. Nawet bardziej niż się udało. A niech najlepszą recenzją będzie, że wbrew zdrowemu rozsądkowi dla „Ciszy” zarwałam noc, bo nie mogłam się oderwać od czytania. „Arisjański fiolet” to romans paranormalny. Jednak wszystkie znane mi z tego gatunku powieści pozostają przy tej daleko w tyle. Wprowadza ona bowiem niesamowity powiew świeżości. Od pierwszej strony wciąga i trzyma w napięciu, które nie schodzi nawet, gdy książka zostanie odłożona na półkę. Brak zbędnych opisów, ciekawa i wartka akcja, pełna niespodziewanych zwrotów oraz romans międzyplanetarny z małym „defektem”, sprawiają, że „Ciszy” nie chce się kończyć, nie chce się powracać do rzeczywistości.

Pola Pane nie dość, że nakreśliła plastyczny świat, to stworzyła obcych, którzy często zachowują się bardziej ludzko, niż mieszkańcy Ziemi. Bohaterowie są wyraziści, a każdy z nich niesie taki ładunek emocjonalny, że czytelnik wciąga się coraz bardziej w wir wydarzeń, często wbrew własnemu rozsądkowi. Wraz z Emily staramy się przebić bariery genetyczne, kibicując z całych sił wszystkim jej wyborom, niezależnie od ich logiki.

„Arisjański fiolet” zawiera sceny erotyczne, jednak są one pełne smaku. Nie ma w nich za grosz wulgarności, co niestety często się zdarza. Są opisane czasem dosłownie, czasem bardziej subtelnie, ale idealnie wkomponowują się w całość powieści.

Autorka zdecydowała się na ciekawy i nie spotykany nigdzie wcześniej zabieg. „Arisjański fiolet. Cisza” to pierwsza na świecie powieść z soundtrackiem. Emily, główna bohaterka, gra na gitarze i pisze piosenki, których możemy posłuchać w trakcie czytania. Skomponowane zostały przez zespół Rayne, a głównej bohaterce głosu użyczyła Martyna Baranowska. Zarówno teksty, jak i muzyka idealnie wpasowały się w fabułę, która nabiera jeszcze bardziej namacalnego kształtu. Nic nie przeszkadza jednak, by płyty słuchać oddzielnie. Gitarowe brzmienie, niebanalne teksty, ekspresyjny głos wokalistki oraz charakterystyczny rockowy pazur, tworzą mieszankę iście wybuchową, która wpada w ucho nie tylko czytelnikom, ale również innym osobom, które tylko pozwoliły się uwieść tej magii.

Cóż więcej można powiedzieć? Powieść jest fantastyczna, przemyślana i genialna w swojej prostocie. Czy ma jakieś wady? Nie zauważyłam. Pola Pane stworzyła dzieło, które jest lekkie i przyjemne w odbiorze, a niesie za sobą dużo więcej, niż kilka scen łóżkowych czy płytki romans. „Arisjański fiolet” można spokojnie polecić i wielbicielom paranormali, i tym którzy wolą science-fiction. Każda ze stron ma szansę spojrzeć z perspektywy tej drugiej. A wtedy książka, jej okładka, płyta zespołu Rayne i nasze własne odczucia tworzą idealną kompozycję, której nie chce się nigdy skończyć.

* * *
Serdecznie dziękuję portalowi nakanapie.pl, za okazane zaufanie.

wtorek, 15 stycznia 2013

Becca Fitzpatrick "Szeptem"

Tytuł: Szeptem
Autor: Becca Fitzpatrick
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte
Liczba stron: 328
Kategoria: paranormal romance
Ocena: 4/6 
Wysokość: 2,05 cm
Chyba każdy posiada listę książek, które praktycznie wszyscy, poza nim, znają. Na mojej prywatnej liście znalazła się seria "Szeptem". Okładka jednak kusiła mnie bardzo długi czas i mimo strasznie sprzecznych recenzji, postanowiłam jej ulec.

"Szeptem" to opowieść o szesnastoletniej Norze Grey (to nazwisko dziwnie mi się kojarzy ;)). Dziewczyna próbuje ułożyć sobie życie po śmierci ojca, który zginął zastrzelony w niewyjaśnionych okolicznościach. Prowadzi spokojne życie do czasu (O, ironio!) lekcji biologii, dotyczącej rozmnażania. Jej nauczyciel postanawia poprzesadzać uczniów i Nora trafia na przystojnego Patcha. Mimo, że nie zna nawet jego nazwiska, okazuje się, że on wie o niej zaskakująco wiele. Cała sytuacja z nim wywołuje w niej irytację i nie chce się przed sobą przyznać, że czuje do Patcha dziwne przyciąganie. Od momentu poznania chłopaka jej życie staje się biegiem niewyjaśnionych przypadków, prześladowań i dziwnych snów. Nora wie, że kluczem do wyjaśnienia wszystkiego jest Patch. Nie zdaje sobie sprawy jednak, jak wielką tajemnicę skrywa.

Czytając "Szeptem" nie sposób nie porównywać tej książki do innej sagi z jabłkiem na okładce. Główni bohaterowie nawet poznają się na tej samej lekcji. Nie będę jednak ukrywać, że tak jak swego czasu zafascynował mnie "Zmierzch" tak i ta seria ma w sobie coś wyjątkowego. Owszem, można ją uznać za dość wtórną, za płytką czy nijaką. Jednak paranormale mają w sobie coś, co nie pozwala ich odłożyć na półkę. Te historie wciągają, pochłaniają czytelnika, który pragnie odkryć ten nienaturalny świat.

W moim przypadku tak było z "Szeptem". Pochłonęłam tę książkę w jeden wieczór. Nora, w przeciwieństwie do Belli jest dużo bardziej "ogarnięta". Jej świat nie wiruje wokół nowo poznanego Patcha. Nie biegnie jak szalona w jego ramiona. Chodzi na zakupy, do kina, prowadzi z przyjaciółką szkolny e-zin, zagląda do biblioteki, a nawet umawia się z innym chłopakiem. Chyba ta naturalność sprawia, że w jej historię łatwiej jest uwierzyć.

Patch... Poza tragicznym imieniem, które nieustannie kojarzyło mi się z pewnym zdjęciem kota (dla niedoinformowanych: "Co ja paczę?") lub paczką aktualizującą grę, jest w pewnym sensie pociągający. Nie targają nim skrajne emocje, nie miota się jak antyczny bohater tragedii. Choć autorka nie odkrywa od razu wszystkich kart, widać, że dąży prosto do wyznaczonego przez siebie celu.

Tajemnicze wydarzenia, zakrawające o thriller oraz kwitnący romans bohaterów, sprawiają, że "Szeptem" czyta się bardzo przyjemnie. Oczywiście, nie jest to powieść najwyższych lotów (bo właściwie, który paranormal jest?), ale miła lektura na odprężenie, która wciąga i fascynuje. Ze względu na poziom zaczytania i miłą historię, wbrew obiegowej opinii, zasługuje u mnie na całkiem wysoką notę. Z miłą chęcią sięgnę po dalsze dzieje Nory i Patcha.

czwartek, 10 stycznia 2013

Izabela Degórska "Pamięć krwi"

Tytuł: Pamięć krwi
Autor: Izabela Degórska

Wydawca: Zysk i s-ka
Liczba stron: 336
Kategoria: fantasy, paranormal
Ocena: 2-/6 
Wysokość: 2,10 cm


Wydawać by się mogło, że temat wampirów został już wyczerpany na wszelkie możliwe sposoby. Były już wampiry przerażające, jak w Draculi, wiecznie piękne, młode i z długą historią rodzinną, jak te u Anny Rice. Były też wampiry świecące się jak choinka - jak w Zmierzchu, dostojni moroje i waleczne dampiry w Akademii Wampirów czy w końcu snobistyczne, jak te znane z Błękitnokrwistych. Każdy mógł sobie wybrać takie, które najbardziej mu odpowiadały. Do wyboru, do koloru, jak to się mówi. Izabela Degórska po części wraca do korzeni, po części tworzy coś własnego. A z jakim efektem? 

"Pamięć krwi" to historia o młodej dziennikarce - Milenie, pracującej w lokalnym dzienniku w Szczecinie. Dziewczyna jest dość samotna: nie może dogadać się z matką, jej przyjaciółka jest dewotką w trakcie rozwodu. W dodatku niedawno rozstała się z chłopakiem, a szefowa nie daje jej spokoju. Wszystko się jednak zmienia, gdy siostra jej byłego prosi o pomoc. Darek zachowuje się dziwnie, a Milena zawsze miała na niego dobry wpływ. Dziewczyna decyduje się go odwiedzić, niestety spotkanie nie toczy się po jej myśli. Darek praktycznie rzuca ją na łóżko, przez co bohaterka traci przytomność. Po ocknięciu już nic nie jest takie samo.

Przyznam szczerze, że spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami o tej książce. Zachęcona zarówno nimi, jak i urzekającą okładką, szybko usiadłam do czytania. Niestety, mocno się zawiodłam. "Pamięć krwi" nie jest ani bardzo dobra, ani bardzo słaba. Jest nijaka. Niby ciekawa fabuła, ale akcja powieści nie bardzo potrafi nabrać rozpędu. Jest dość jednostajna, dopiero przy końcu nabiera lekkich rumieńców. Jednak nie na tyle, by zwalić czytelnika z nóg. Niby wszystko jest dość spójne i mimo wielowątkowej narracji, potrafi spleść się w całość. Niestety - nie urzeka.

Autorka miała kilka świetnych pomysłów, jak choćby tytułowa "Pamięć krwi". Problem jest taki, że to, co mogłoby wywrzeć ogromne wrażenie na czytelniku, zostało potraktowane po macoszemu i tylko zarysowane, często bez głębszego wdrożenia się w temat i rozwinięcia. Choć wątki się przeplatają i tworzą całość, to niestety, nie wszystkie zostały poprowadzone do końca. Zabrakło mi istotnych wyjaśnień kilku kwestii, które również miałyby pozytywny wpływ na całą powieść. 

Izabela Degórska stworzyła swoje własne wampiry. Żyją, oddychają, a nawet bije im serce. Są niczym zwykli ludzie, tylko trochę ładniejsi niż przed przemianą. Bohaterowie to silny atut "Pamięci krwi". Nie są schematyczni i tak, jak w życiu nie dzielą się na dobrych i złych. Każdy ma swoje motywy i każdy kieruje się prywatnymi pobudkami, często zmieniając strony barykady. Można powiedzieć, że są naprawdę ciekawi. Wszyscy - poza główną bohaterką. Niby po Belli powinnam się uodpornić na mdłe postaci pierwszoplanowe, ale nie potrafię. Nie tylko te drugoplanowe, ale i epizodyczne charaktery były ciekawsze od Mileny. Zadziwiający jest zatem fakt, że mimo swojej bylejakości, bohaterka dorobiła się na tych trzystu stronach aż czterech adoratorów! Oczywiście bardziej interesujących od niej. 

Powieść ratuje lekki styl autorki, nieco ironiczny, sprawia, że "Pamięć krwi" czyta się łatwo i przyjemnie. Kilka aluzji do "Zmierzchu" oraz zabawne dialogi są miłymi smaczkami, które kilkukrotnie wywołały uśmiech aprobaty na mojej twarzy.

Ciężko jednak sprecyzować o czym jest "Pamięć krwi" oraz do jakiego gatunku ją zaliczyć. Posiada odrobinę fantasy, horroru, powieści sensacyjnej oraz sporo paranormalu. Do tego ostatniego jest jej najbliżej, choć brak jasno zarysowanego romansu. i właśnie ten brak jasnej klasyfikacji, również nie sprzyja pozytywnej ocenie. Bo na fantastykę jest zdecydowanie za kiepska, na horror kompletnie nie straszna, a sensacji jest za mało. Natomiast najciekawszy bohater, który mógłby się klasyfikować do powieści romantycznej, został gdzieś tak od połowy pominięty i praktycznie stał się postacią epizodyczną. 

Nie mogłam jednak nie sięgnąć po szczecińską opowieść o wampirach. Niestety, nie było to udane spotkanie. Przyznam szczerze, że w ogólnym rozrachunku, nawet potępiany przez wiele osób "Zmierzch", był dla mnie ciekawszy w odbiorze. Szkoda, bo zamysł był świetny, jednak brak dopracowania lektury jest tutaj bardzo widoczny. 

-----
Książka przeczytana w ramach wyzwania "Trójka e-pik" - powieść, której akcja toczy się w polskim mieście.